W letnie upały

Muszę przyznać, że nie jestem fanem karpiowania w sezonie letnim. Turystyczny tłok nad wodą w środku sezonu urlopowego oraz ciężko znoszone przeze mnie upały skłaniają mnie zasiadek wiosennych oraz jesiennych. Jednak w tym roku, za namową kolegów spędziłem z nimi 5 bardzo słonecznych dni nad wodą.

Po ulokowaniu się na stanowiskach i wywiezieniu zestawów jedyne, czego szukałem to kawałek cienia i podmuch wiatru. Pogoda do końca zasiadki zapowiadała się identyczna, więc musiałem uzbroić się w cierpliwość i czekać na wieczorny spadek temperatury. Karpie ewidentnie miały podobną taktykę do mojej, ponieważ do końca dnia nic się nie wydarzyło. Dopiero po zachodzie słońca pojawiły się pierwsze spławy na wodzie i piki na sygnalizatorach. Pierwsza noc przyniosła pierwszego karpia. Hol z 200 metrów w całkowitych ciemnościach zdecydowanie ma swój urok, jednak dopiero poranna sesja ukazała cały urok karpia, którego udało się złowić.

Każdy kolejny dzień przynosił ze sobą wyższe temperatury. Pomimo otwartych drzwi do namiotu wytrzymywałem w nim maksymalnie do 8 rano, później robiło się zdecydowanie za gorąco. Niestety wraz z nastaniem poranka brania ustawały. W tej sytuacji jedyna aktywność, na którą byłem w stanie się zdobyć to spróbować łowić metodą zig-rig, gdzie w godzinnych odstępach postanowiłem zmieniać położenie swojej przynęty. Niestety nie udawało mi się złowić tą metodą żądnego karpia i musiałem trzymać się sprawdzonych kulek.

Podczas tej zasiadki karpie, które złowiłem zdecydowanie mogę podzielić na 2 grupy: te, od których rolka kołowrotka zaczynała praktycznie dymić oraz te, które były posądzone o bycie leszczem. Mogę się tylko domyślać, co było tego przyczyną, jednak każda ryba na brzegu przyprawiała mnie o uśmiech pomimo lejącego się żaru w nieba.

Taktyka na tę zasiadkę była bardzo prosta. 2 zestawy postawione przy markerach, nęcone obficie tak, aby ściągnąć rybę i utrzymać ją w łowisku oraz jeden zestaw ruchomy, którego miejsce zmieniałem co noc, a za dnia podmieniałem tą wędkę na zestaw w zig-rigiem.

Postanowiłem postawić na pewniaka, który sprawdza się dla mnie praktycznie na każdej zasiadce, na którą go zabieram. Jeden z zestawów był nęcony kulkami Cobra z serii Spicy Instinct oraz Chilii-czosnek z serii Signal Bait. Mix ten i tym razem nie zawiódł i dał mi pięknego i zdrowego golasa, który miał dosłownie tylko kilka mikro łusek przy ogonie. Piękna ryba!

Wieczory spędzaliśmy na długich rozmowach o karpiowaniu, planowaniu kolejnych zasiadek czy analizowaniu jak tu dobrać się do kolejnych ryb. Czas minął bardzo szybko i nastał poranek ostatniego dnia. Opalony, zmęczony słońcem, ale wypoczęty i szczęśliwy zacząłem pakować się do powrotu. Jak zwykle wędki zwijam jako ostatnie. Jakoś tak mam, że nawet, gdy zaliczam tygodniowe zasiadki całkowicie bez kontaktu z rybą, to wierzę w branie do samego końca. Tym razem dało to bardzo realny ponad 15 kilogramowy efekt. Czekanie do samego końca nie zawsze jest opłacalne, ale zawsze warto próbować. Do zobaczenia nad wodą.

Robert Rakowicz

 


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.