Późna jesień – szybka zasiadka

Późna jesień dla wielu wędkarzy to już koniec sezonu, chowają swój cały sprzęt w pokrowce, odkładają na dno szafy i czekają na pierwsze wiosenne promienie słońca. Ja jednak należę do grona karpiarzy, dla których taki okres to dopiero połowa sezonu. Dla mnie złocące się liście na drzewach i pierwsze przymrozki zwiastują najlepsze zasiadki! Chłodniejsze noce dają sygnał naszym milusińskim, że czas najwyższy wziąć się za odkładanie tłuszczu przed zimowym letargiem.
 
 
Jako, że nie jest to najcieplejsza pora roku, to jesienne zasiadki staram się planować z dużym wyprzedzeniem, ważne dla mnie jest to, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Począwszy od wyboru łowiska a skończywszy na ciepłych skarpetach. Tym razem wybór padł na małe dzikie łowisko znajdujące się na dolnym śląsku. Miała to być moja pierwsza zasiadka na tym zbiorniku, więc frajda podwójna! Jadąc na nowy dla mnie zbiornik, do samego końca nie wiadomo co tak naprawdę znajduję się pod powierzchnią lustra wody. Czy dno jest pokryte grubą warstwą mułu?? Czy znajdują się tam jakieś zaczepy? Wszystkiego dowiem się dopiero gdy rozpocznę sondowanie łowiska.
 
 
Nadszedł dzień wyjazdu, pełen optymizmu wsiadam do zapakowanego po brzegi niezbędnym sprzętem samochodu i ruszam w drogę. Na miejsce docieram w godzinach, w których jesienne słońce pięknie oświetla tafle wody. Pierwsze co zrobiłem po dotarciu na miejsce, to poszedłem „przywitać" się z otoczeniem, które będzie przez najbliższe 2 dni towarzyszyło mi na mojej zasiadce. Woda odwdzięczyła mój gest pięknym spławem karpia. Gdy to zobaczyłem przekonałem się, że zasiadka może być udana. Czas ucieka więc biorę się za przenoszenie sprzętu na moje stanowisko. Ponton rozłożony, sonda odpalona, stukadło przygotowane, "h" markery na pokładzie, ruszam na wodę pełen nadziei, że znajdę odpowiednie miejsca na położenie moich zestawów końcowych.
Zbiornik dookoła jest porośnięty pasem trzcin, więc sondowanie zaczynam właśnie przy trzcinach. Obraz sondy pokazał grubą warstwę mułu, stukadło potwierdza, warstwa mułu jest tak duża, że w pewnych momentach stukania wydobywał się bardzo nieprzyjemny zapach z dna, nie poddaję się i sonduję dalej. Po około 2 godzinach pływania znalazłem odpowiednie w moim odczuciu miejsca. Jedno z nich to bardzo twardy plac o powierzchni 1,5m x 1,5m natomiast drugie nieco mniejsze z delikatnym namułkiem. Pełen optymizmu wróciłem na brzeg, aby rozłożyć swoje obozowisko.
 
 
Miejsca miałem już wybrane, więc spokojnie mogę się zastanowić nad taktyką nęcenia oraz przyponami jakie użyję podczas zasiadki. Jako, że nie znam wody na obu zestawach postawiłem na delikatne punktowe nęcenie siatką PVA, w której skład wchodził pokruszony oraz cały pellet jak i pocięte oraz całe kulki zalane boosterem. Standardowo zestawy swoje dzielę na dwie nuty zapachowe, słodkie i śmierdzące. Do słodkości użyłem pelletu Soczysta Morwa z Professa oraz kulek własnego wyrobu o zapachu ananasa, natomiast śmierdzel wyposażony był w pellet, Krab Japoński z Professa oraz kulki o aromacie Świeżej Kałamarnicy, również zalane boosterem.
 
 
„Kiełbaski" PVA przygotowane, co oznacza, że mogę spokojnie wywieźć zestawy. Postawiłem na delikatne, zbalansowane przypony. Na hakach o rozmiarze 6 wylądowały 2 kombinacje smakowe. Kulkę Świeża Kałamarnica 16mm podwiesiłem małym popkiem fluo 10mm o zapachu Dojrzałej Śliwki, na drugim zestawie wylądowały dwa małe popki 10mm o aromacie Wanilia-Truskwka. Nie ukrywam, że są to jedne z moich killerów i na każdej wodzie te kulki lecą na pierwszy ogień.
Po ogromie wykonanej pracy nareszcie mogłem sobie zrobić kawkę i odpocząć. Pełen wiary i dobrego nastawienia wpatrywałem się w ten piękny zbiornik. Słońce już zaszło, zrobiło się dużo chłodniej więc czas najwyższy wskoczyć do namiotu i przykryć się ciepłym śpiworem. Już pierwszej nocy moja centralka zagrała najpiękniejszą melodię dla ucha karpiarza! Wybiegam z namiotu, łapię wędzisko i zaczynam piękną walkę z miśkiem. Po dłuższej chwili udało mi się go podebrać, aż krzyknąłem z radości! Nocą zdjęcia nie wychodzą najlepiej, więc włożyłem rybę do worka karpiowego, wywiozłem świeżutki zestaw i znowu wróciłem do cieplutkiego śpiwora z nadzieją na kolejny piękny odjazd. Szybka poranna sesja zdjęciowa z nocnym karpiem z dzikiej wody.
 
 
 
 
Była to jedyna, ale jakże piękna moja ryba tej szybkiej zasiadki. Kolejną rybkę złowił Robert na stanowisku obak. Podsumowując jestem mega zadowolony, że nowa woda okazała się dla mnie łaskawa i obdarowała mnie pięknym jesiennym karpiem. Jeszcze nie jeden raz odwiedzę ten zbiornik, bo jestem pewien, że pływa tam dużo więcej pięknych walecznych cyprinusów. 

Do zobaczenia nad wodą i pamiętajcie C&R.
 
 
Karol Rzepka
 
CarpTravel Team
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.