Koniec roku nad kanałem Żerańskim

Aleksandrowski odcinek Kanału Żerańskiego to ciekawe łowisko sportowe. Od nowego roku na tym odcinku, a dokładniej od mostu aż do samego Zalewu Zegrzyńskiego będzie obowiązywało “no kill”, ale bez możliwości umieszczania siatek w wodzie. Dotychczas wędkarze mogli swoje ryby przechowywać w dużych siatkach, a po zważeniu połów swój wypuścić. Swoją drogą ciekawi fakt, że od lewej strony mostu z kanału można zabierać ryby. Przybywając na wodę widzi się następujący obrazek. Po prawej stronie mostu, gdzie obowiązuje “no kill” wędkarzy można policzyć na palcach jednej ręki, po lewej nie ma gdzie wcisnąć przysłowiowego łebka od szpilki. Jako, że nie należymy do grupy smakoszy rybiego mięsa, postanowiliśmy poszukać miejsc po prawej stronie mostu i tam spokojnie potrenować “klasyka”.

Razem z towarzyszącym mi w tym dniu Kubą i Piotrkiem nie omawialiśmy żadnej taktyki. Każdy trenował swój wariant, a spostrzeżeniami mieliśmy podzielić się na koniec wędkowania. Jeśli chodzi o mnie to postanowiłem wykorzystać mrożonego dżokersa podanego w mieszance glin i ziemi oraz bezpieczną opcję z zanętą płociową. Moją mieszankę postanowiłem podawać rybom oddzielnie, a w razie potrzeby mieszać spożywkę z gliną i dżokersem w koszyczku. Zanętę jaką wsypałem do wiadra była czerwona płoć Turbo od Profess fishing. Zanęta mimo że sygnowana w mojej ocenie bardziej do łowienia rzecznego, przy tak dużej ilości ryb sprawdziła się doskonale.

Zanęta Turbo na dzisiejsze wędkowanie

Miks zanęty i mrożonej pinki w glinie.

Koszyczek z mięsem na dzisiejsze leszcze.

Dyżurny leszczyk ze środka kanału.

Piotrek z Kubą zanęcili wstępnie jedną linię. Nie uniknęli oni jazgarzy, ale znacznie szybciej leszcze znajdowały drogę do haczyka. Kuba co prawda leszczy miał znacznie mniej ale bonusowy karpik to bardzo fajny, zimowy przyłów. Walka była niesamowita. Dodam tylko, że Piotrek też miał swoją szansę, ale tym razem górą była ryba.

Jeśli chodzi o sprzęt kompani użyli delikatnych pikerów uzbrojonych w zestawy z żyłki i lekkich podajników do 10 gram. Ja z kolei postawiłem na zestaw z plecionką 0,10mm zakończoną półtorametrowym przyponem strzałowym z żyłki 0,14. Całość wieńczył przypon z żyłki 0,10 i ownerowską leszczową czternastką. Pikera uzbroiłem w najdelikatniejszą węglową szczytówkę 0,25 oz.

Brania leszczy nie były atomowe, tylko bardzo delikatne. Czasem ryba zassała przynętę i stała w miejscu co sygnalizowały dosłownie tylko “bujania” szczytówki i ruchy napiętej plecionki. Kilka ryb złowiłem na tak zwanego czuja.  Wędkarski dzień zakończyliśmy niedługo po południu. Po szybkiej sesji, rybki oczywiście wróciły do siebie.

 

Tekst i foto: Marcin Cieślak

Foto: Piotr Leleniak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.